niedziela, 11 listopada 2012

Na dobry początek, może panna cotta?

Witam,

Szczerze mówiąc, długo się przymierzałam do tego, aby założyć bloga, nigdy jednak nie miałam na to dostatecznie dużo odwagi. Dziś, pod wpływem chwili i w ramach robienia wszystkiego innego zamiast uczenia się, zrobiłam pierwszy krok.
Mam cichą nadzieję, że kogokolwiek z Was uda mi się czymś zaciekawić.
W żadnym wypadku nie jestem geniuszem kulinarnym, po prostu jedzenie to moja pasja, którą chciałabym się z kimś dzielić.

Choć desery nie są moją mocną stroną, pierwszy wpis będzie poświęcony właśnie słodkościom. O ironio! :)

W te wakacje spędziłam dwa urocze tygodnie we Włoszech, stąd jeden z najsłynniejszych deserów, pochodząca z południowej części Kozaczka- Panna Cotta.

Klasyczna wersja tego deseru zakłada najczęściej połączenie smaku wanilii z owocami, postanowiłam postawić na trochę mniej popularną wersję: kokosowo-kawową, z dodatkiem alkoholu. Gdy za oknem plucha i ziąb, chętniej spędza się wieczory w domu z rodziną i znajomymi. Ta propozycja będzie świetnie się nadawać na osłodzenie jednego z takich wieczorów.

Składniki:

450 gram śmietanki 30% bądź 36%
1/4 szklanki mleczka kokosowego
60 ml likieru malibu
50 gr cukru- osobiście użyłam trzcinowego
odrobina pieprzu
3-4 łyżeczki żelatyny

Ja,niestety, użyłam tej żelatyny troszkę za mało, nie uwzględniłam tego, że użyłam troszkę więcej płynów. Na szczęście nie wpłynęło to negatywnie na smak deseru. Oczywiście wzięłam to pod uwagę podając proporcje.

Do rondelka, po kolei, lokujemy wszystkie składniki, wlewamy śmietankę, mleczko. Zaczynamy gotować na  małym ogniu, mieszamy raz na jakiś czas. Ciężko określić, jak często. Byle na śmietanie nie zrobił się kożuch. Dolewamy malibu i cukrzymy. Następnie możemy przyprawić wszystko odrobiną pieprzu. To jest oczywiście moja osobista propozycja, po prostu lubię taki sposób łączenia smaków.
Gotujemy około 15 minut. 

W międzyczasie do około 1/4 szklanki wody:
Na różnych blogach znalazłam różne możliwości- możemy użyć wody gorącej bądź zimnej.
Wsypujemy żelatynę i zostawiamy do napęcznienia. Jeśli jednak użyjemy wody zimnej, aby żelatyna lepiej się rozpuściła należy włożyć szklankę do mikrofalówki na około 15 sekund.

Odstawiamy z palnika śmietankę i chwilę odczekujemy, nim połączymy z nią żelatynę, po dodaniu żelatyny, dokładnie mieszamy. 
Żeby upewnić się, że masa będzie miała gładką konsystencję, przelałam ją przez sitko. Warto to także zrobić, gdy przygotowuje się panna cottę z laską wanilii.

Lepiej nie wkładać tak ciepłej masy do lodówki, zatem proponuję najpierw schłodzić naszą panna cottę np. poprzez wstawienie rondelka do zimnej wody.

Przelewamy masę do szklaneczek, foremek, cokolwiek mamy pod ręką. Przykrywamy folią aluminiową, bo przecież nikt nie chce, aby deser przeszedł zapachem lodówki.
Z podanych proporcji powinny wyjść mniej więcej 4 porcje deseru.

Na innych blogach podawane są różne wersje tego, jak długo trzeba schładzać deser. Jeśli potraficie planować z wyprzedzeniem, proponuję zostawić na noc.

Po wyciągnięciu deseru z lodówki, czas przełożyć go na talerzyk, jeśli nie chcecie podawać w tych samych naczyniach. Przytaczając trafne uwagi z innych blogów dobrze jest po prostu salaterki do gorącej wody. Po tym zabiegu masa powinna wyskoczyć z łatwością, jak wspominałam, gapowato użyłam trochę za mało żelatyny i nie wyszło mi tak zgrabnie.

Zainspirowałam się przepisem na panna cotte a la White Russian, który widziałam na jednym z moich ulubionych blogów, ale nie miałam w domu likieru Kahlua. Zatem posłużyłam się tym,co miał do zaoferowania barek domowy, użyłam likieru kawowego na bazie śmietanki o smaku latte macchiato. 

Śmietankę zalałam likierem, przesypałam kawką, a na koniec obsypałam wiórkami kokosowymi.

To by było chyba na tyle. Chyba nie było tak źle? Jak to mawiają: pierwsze koty za płoty.
Życzę wszystkim słodkich chwil z panna cottą i nie tylko!






1 komentarz:

  1. panna cotta - czysta rozpusta! jednak zawsze się skuszę,
    pozdrawiam,
    Szana :)

    OdpowiedzUsuń